poniedziałek, 3 stycznia 2011

W imię Aue... Auebothiaa... Auebothiabathabaithobeuee (?!)

The light that you seek
You'll find nothing there
Your god is just a lie
Void of all meaning
Faith is your bleeding scar
Your god is just a lie
False prophets and promises
I know what they're not
I don't know what god is
I know what it's not
Christploitation is all I see
Your god that cannot save you


Fear Factory
Christploitation

Hell'yeah!

Kolejna nieprzespana nocka, z trudem patrzy się na leki, wku*wiam się maksymalnie. Jeśli przeżyję ten dzień, to będzie spory sukces. Moment, moment - jeśli przeżyję ten dzień godnie.
Od wczoraj w słuchawkach death/black metal. Tak, wiem - sam się nakręcam nerwowo, ale jakie to przyjemne posłuchać miażdżących blastów Hoglana czy pokręconego Absu.

niedziela, 19 grudnia 2010

To say I'm not evil, to tell I'm not bad // Too late – I'm lost in human nature

The hardest thing for me is
Facing the fear I live
No one can help me now it's under my heart

I'll come to know the living
My demons are inside
I'll bring them all to light
Apocalyptica Bring Them To Light

środa, 8 grudnia 2010

Sztuczne futro z szynszyla

Tak, jestem szczęśliwy. Wszem i wobec mogę ogłosić, iż jest dobrze. Z zobojętnieniem podchodzę do wielu rzeczy, wszak po co zawracać kijem Wisłę? Przodków trapiło tu i teraz, a nie odległe sprawy od nas niezależne. Warto samemu przejąć ten sposób postrzegania świata. Kosmopolityzm szarga nerwy i psuje zdrowie.

Praktyka ponad teorią, czyny ponad słowami: to zaczyna mieć coraz głębszy sens. Powoli, acz zdecydowanie ewoluuje ścieżka, którą podążam.

Natknąłem się na Kusiciela. Jego oferta brzmi wspaniale, lecz... przystać na nią, czy też nie?

Zagadka na dziś: co to jest wyzwolbyk?

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Belief is so untrue
It wont make it easier it wont make it strong
You want it forever you want it so wrong
You breathing in circles
Living inside
Your breaking in pieces it wont ever die
16Volt Don't Pray

Spodeczek od filiżanki

Pierwszy dzień Odramy za nami. Wybrano ciekawy tekst o tematyce dzieciństwa. Koszmary, patologie, udawanie dorosłych i dzieci zarazem. Bardzo dobrze wykorzystano to w aspekcie wizualnym: wysoki aktor podchodzący do małego, dziecinnego krzesełka, który ze strachem rozgląda się po "sędziach" - czyli widzach. Tak dobry początek w czasie czytania sztuki zapowiadał dobrą rozrywkę.

Jak wspomniałem, tematyka była zaiste ciekawa. W prostej linii poruszał problem kontaktu dorosłych z dziećmi i na odwrót. Mało kto zdaje sobie sprawę, w jakim stopniu dzieciństwo determinuje nie tylko postawy młodego człowieka, ale i jego psychikę na całe życie. Czasem wystarcza drobna rzecz, by dorosły uznał ją za normalną, zaś dla dziecka i jego sposobu odbierania świata takowa drobnostka stałaby się problemem ponad jego siły. Każdy przez to przechodził, choć nieczęsto ludzie podejmują wyzwanie refleksji o własnej historii, wręcz auto-psycho-historii.
- Auto, wszak mózg automatycznie nam wszystko podpowiada,
- psycho, gdyż siła psychiki ludzkiej jest potężna, choć nieraz zwodnicza,
- historii, a bardziej psycho-historii, wszak to, co pamiętamy, jest projekcją mózgu powstałą z wyselekcjonowanych wspomnień; najczęściej wspomina się skrajne sytuacje (dobre i złe), zaś najłatwiej - te negatywne, pesymistyczne.
Zatem do wątku edukacyjnego dodałem jeszcze psychologiczny i socjologiczny.

Druga część będzie dla mnie znacznie bardziej pamiętliwa. Ale już trochę krócej, wszak nie mam za dużo czasu (podchodzę do tego tekstu po raz drugi i to trochę denerwuje). Następnie była część to performance, w który zostałem wciągnięty. Ciekawe doświadczenie. Robiłem za nieposłusznego tatusia, za co wstawiono mnie do kąta. A następnie za spodeczek.

Ostatnia część była dla mnie nieco "inna". Nie mam na myśli jakiejś obcości w etiudzie. Po prostu ja inaczej to odebrałem aniżeli większość widzów, a może i jak sam reżyser. Nie wiem, nie zostałem na dyskusji. Na wszelki wypadek nie chciałem się rozczarować taką możliwością, że reżyser jednak nie rozumie tego w ten sam sposób, co z mojej strony musiałby oznaczać wielką ignorancję z jego strony. Ale nie wiem tego - czasem trzeba powstrzymać w sobie ciekawość. Nie wszystko musi być wyjaśnione.

Drugi dzień z kolei był na podobnym poziomie. Choć byłem tylko na pierwszej części, to i tak dramat był średnio ciekawy. Przerabianie zwłok na rzeźby, zabawa ludzkim mięsem i związane z tym wątpliwości etyczne, prawne i społeczne to chwytliwy temat, wszak był na czasie. Jednak przedstawienie tego w ten sposób, że i tak wygrać musi Jezusek z Maryjką, bo Budda to symbol zła przedstawiany na równi z Che Guevarą... Niesmaczne. Równie dobrze należałoby do Jezuska dodać Kaczyńskiego.

Druga część była ponoć efektywna. Z jednej strony ludzie zapominali o najtrudniejszym wątku sztuki, ale z drugiej zatracono jej największą "siłę" czy "energię".

Podsumowując, tegoroczna Odrama wyszła tak średnio. Ale zawsze darmowe wejście.

piątek, 19 listopada 2010

Gorączkowy tydzień powoli osiąga punkt wrzenia

Coraz mniej mam czasu na zabawy z kompem, dlatego tak rzadko tu zaglądam. Dzisiaj załatwiam ksera książek, z których mam zamiar stworzyć "coś-na-wzór" pracy licencjackiej. Dopiero teraz mogę przez chwilę delektować się zupką i miękkim siedziskiem. Czasem tak niewiele znaczy całkiem dużo:)

Kędzierzawy umilał nas niesamowitymi przemyśleniami dotyczącymi TS. Momentami z utęsknieniem wraca się do tych zajęć przesiedzianych na szpilkach, możliwie w całkowitym bezruchu, co by nie zwabić smoka w swoją stronę. Nawet jak tańczyła i śpiewała robiła wszystko, byśmy czuli się jak w domu. W takim oczywiście, w którym za nieposłuszeństwo wymierza się 25 batów na gołą skórę.

Obiad skończony, zatem do nauki.

środa, 3 listopada 2010

W pięciu smakach zupki chińskiej

Czas mija, zaś mało sytuacji popycha w stronę nauki.

Wczoraj zaskoczył mnie Buckethead. Dawno nie sprawdzałem jego aktualnej dyskografii, a tu - proszę - dwa nowe albumy;) Brodka z kolei zachwyca mnie niezwykłością nowej płyty:)

Dzisiaj jeszcze Goran, o zmianie godziny dowiedziałem się troszkę późno, muszę po prostu częściej wchodzić na fb. podejrzewam, że najbliższe tygodnie miną, a bardziej ominą "głębszą" naukę, wliczając w to pracę licencjacką. Czas się za to zabierać i pora uciekać z kompa!

poniedziałek, 1 listopada 2010

All saint's day

Już w Opolu. Quasi-swoje, acz cieszy:)

Bagaż doświadczeń i wspomnień bogato wypełniony: od pięknych widoków (szczególnie Kalemegdanu i Dunaju), przez sytuacje śmieszne (jak zgubienie Albańczyka oraz Do you like pozoriste?), mile spędzone chwile (głównie przy codziennym espresso) i ludzi, do których chciałoby się czasem wrócić - a bardziej do miejsc, w których się ich poznało.
Zapamiętać jednak należy - przed szarańczą drzwi koniecznie barykadować!

A tu już liście opadły całkowicie. Od razu w myślach przewijają mi się obrazy złotej od lipowych liści Suboticy. Gdy spojrzę na dachy opolskich domów, próbuję sobie wyobrazić, że nadal jesteśmy tam, hen daleko za ogromnymi górami i rzekami, wręcz w bajkowej krainie.

Nagle pomyślałem o tym, że ja tu promienieję optymizmem, a teraz mamy all saint's day. Rodzice musieli być mocno zażenowani, że wolałem być w Opo, zamiast tradycyjnie, folklorystycznie i parareligijnie przeżyć ten dzień w domu. Zresztą nawet nie pamiętam czy w zeszłym roku byłem na cmentarzu. Możliwe, acz zaznaczam - moja postawa nie jest żadną ignorancją względem przodków! tych, których pamiętam ze swojego życia wspominam, niecodziennie, a jednak. Wynika to trochę z mojego przekonania, że po śmierci nic nie ma.
Ale to tylko moje zdanie.